5 minut o…Łukasz Sitek

Strona główna/Artykuły/5 minut o…Łukasz Sitek

Zapraszając kolejnego zawodnika do wywiadu pomyślałem sobie ”Trochę znam gościa może się zgodzi, będzie pierwszy startujący w ERC” Znamy się jedynie z rajdów, ale długość odpowiedzi, zapał do działania i promocji rajdów jest jak najbardziej portretem zawodnika jakiego znam osobiście. W cyklu „5 minut o…” (którego pewnie nie przeczytacie w 5 minut) witamy człowieka orkiestrę, kierowcę, pilota, organizatora i promotora w jednym, przed wami… Łukasz Sitek!! 🙂

  1. W rajdach jesteś widoczny już kilka ładnych lat, jak wspominasz swoje pierwsze spotkanie z tym sportem? Co Cię w nim urzekło, że postanowiłeś sam wystartować i zostać na dłużej?

Proces urzekania się motorsportem trwał kilka lat. Pierwszy rajd, który w życiu zobaczyłem to lokalna impreza w Finlandii Miałem 6 lat i byłem tam akurat przypadkowo podczas wizyty u znajomych mojej rodziny. Rajd leciał niemal koło ich domu, siłą rzeczy musieliśmy oglądać szutrowe widowisko, które było wydarzeniem w okolicy Praktycznie nic nie pamiętam ale wtedy dowiedziałem się, że samochody to coś znacznie ciekawszego niż myślałem. Miałem również to szczęście, że w szkole podstawowej w klasie, do której chodziłem miałem już mocno „zajawionych” kibiców rajdowych, których rodzice wciągnęli w ten sport. W klasie był mono-temat rajdowy, czasem dla mnie nie zrozumiały. Zacząłem więc kupować dostępne gazety rajdowe i czytać od deski do deski, dając sobie za ambit lepsze zrozumienie tematu i kolegów w klasie . Obok mojej szkoły przechodziła dojazdówka Rajdu Wisły i Barbórki Cieszyńskiej. Siedzieliśmy przed szkołą na przerwach i oglądaliśmy samochody rajdowe. Nie rzadko „zwalnialiśmy” się z lekcji by zobaczyć najbliższy Odcinek Specjalny. Były „rajdy” na rowerach, motorynkach, pierwszy fiat 126p jeszcze w gimnazjum …. później czekało się już tylko na prawko i upragniony start w KJSie. Już wtedy wiedziałem, że chce być w tym wyjątkowym sporcie i to nie tylko w roli kibica. Jeszcze w początkach liceum ogólnokształcącego jeździłem ze znaną swego czasu ustrońską firmą obsługiwać samochody rajdowe na Mistrzostwa Polski i Rajdy PPZM. Tam uczyłem się rajdów ze strony technicznej. Jednym słowem wsiąknąłem w rajdowy klimat po uszy. Samochód do startów w amatorce miałem w garażu jeszcze przed odbiorem prawa jazdy. W życiu stosuję metodę zero – jedynkową. Jak już podejmuję jakiś temat, skupiam się na nim w 100% i robię wszystko by go zrealizować od początku do końca. To nie tylko pomaga mi w życiu zawodowym, ale na pewno przyczyniło się do determinacji w tym by zrobić wymarzoną licencję rajdową i wystartować w prawdziwych rajdach jako kierowca.

  1. Mocno walczyłeś o budżet startując Fiatem Cinquecento w RPP i RSMP. Czy Twoim zdaniem małe Fiaty to dobry początek rajdowej drogi? Co myślisz o wskrzeszeniu klasy CENTO w RSMŚl gdzie miałyby startować auta N grupowe, czy taki pomysł może się udać?

Startując w KJS’ach jeździłem Fiestą MKII ze 130 konnym silnikiem i klatką rozbudowaną jak w samochodach „Kit-Kar”. To nie był szczęśliwy wybór, samochód owszem, mocny, ale zupełnie się nie prowadził. „Dzwoniłem” tym samochodem częściej niż jeździłem prosto ale do czego zmierzam…Znajomy, który już wcześniej startował „Sejem” w Pucharze Seicento w PPZM namówił mnie na zakup od znajomego Cinquecento Sporting, które było przygotowane w grupie N do Rajdowego Pucharu Cinquecento. Wiedział, że chcę zbierać punkty do licencji i szukam samochodu, którym kiedyś mogę pojechać rajd. Widział też moją „zgruzowaną” Fiestę

Wystarczyło przejechać się CCS i wystarczyło. Byłem pod wrażeniem prowadzenia się samochodu, tego jak rajdówka o małej mocy radzi sobie na drodze i jaki jest wdzięczny w użytkowaniu oraz serwisowaniu. Dostępność części sportowych również przemawiała za jego wyborem. Wtedy już żałowałem, że nie uczyłem się pierwszych kroków rajdowej techniki jazdy właśnie za kierownicą „Cieniasa”. Ten samochód nauczył mnie w zasadzie wszystkiego. Można nim było precyzyjnie i szybko jeździć, był krótki, a zatem uczył szybkich rąk i przewidywania. Dokończyłem tym samochodem zbieranie punktów do licencji, wydachowałem spektakularnie na Bładnicach (odcinek m.in. Barbórki Cieszyńskiej), odebrałem licencję rajdową i rozpocząłem jego budowę od zupełnych podstaw do pierwszego poważnego rajdu w życiu – 55 Rajdu Wisły – 2008r. Samochód powstał zgodnie z homologacją A-5529 z myślą o startach w klasie A0. Przejechał ze mną 20 rajdów. Od PPZM,RPP na RSMP kończąc. To były naprawdę świetne czasy. Z moimi przyjaciółmi zbudowaliśmy od zera zespół rajdowy, a przygotowując samochód do startów w przydomowym garażu, zawsze miałem podwórko pełne ludzi chętnych do pomocy. Po sprzedaniu mojego CCS chłopaki, którzy mnie obsługiwali zostali w motorsporcie, zakładając już swoją stajnię, a dziś tworzą firmę „RallyProject”. Patrząc z perspektywy na lata wstecz, trzeba było się mocno napocić by zebrać budżet na poważne starty. Nie było tak rozwiniętej „amatorki”, w której za niewielkie pieniądze pojedziemy kilkukilometrowe odcinki. Dawniej był „turbo” przeskok. Prosto z KJS’u i lokalnych dróżek na prawdziwe odcinki specjalne i rajdy, w których ścigali się goście z pierwszych stron gazet. Dziś mamy z tym znacznie lepiej. Jest kilka możliwości wyboru. By się ścigać na fajnie zorganizowanych zawodach, nie musimy mieć sprzętu gotowego do RSMP. To na pewno pozwala lepiej przygotować się przyszłemu zawodnikowi, który dozna mniejszego „szoku” przechodząc wyżej.

Sentyment i mogę przyznać wdzięczność za prawdziwą szkołę jazdy pozostał mi do Cento. Dlatego mocno kibicuję każdej inicjatywie utworzenia klasy markowej, każdej pojedynczej startującej sztuce Cento. Ten samochód (CC,SC) to moim zdaniem bardzo rozsądny początek rajdowej drogi. Przede wszystkim prowadzenie (nie mam na myśli tych „zbetonowanych” i przesadnie niskich, gdzie nie ma żadnej pracy amortyzatora, przeznaczonych tylko na jazdę po placu), prostota konstrukcji, żywotność podzespołów no i wciąż jednak spora dostępność części zamiennych, sportowych. To była mocno rozbudowana, szersza odpowiedź na Twoje pytanie. Tak, to dobry początek kariery i świetny pomysł z klasą CENTO w RSMŚL. Obawiam się tylko, ze nie ma już N grupowych motorów Dla mnie prawdziwe rally Cento jest na bazie silnika 1.1. czy to N’ka czy A – grupa, i tak mi zostanie ktokolwiek by co myślał. Oczywiście czasy się zmieniają i gdyby wszyscy byli zgodni to da się wypracować wspólne, klarowne zasady rywalizacji. To musiałyby być chyba faktycznie N-ki. Jak pójdziecie za daleko – ustępstwa w modyfikacjach, skrzyniach, motorach to pomysł może upaść. Dlatego, że koszty dobrego Cento A-grupy to koszty popularnej Hondy Civic – „jajko”. Wtedy myślę potencjalni zawodnicy przekalkulowaliby szybko w głowie i wybór Cento już nie był by oczywisty.

Niemniej bardzo mocno trzymam kciuki i mam nadzieje ten fantastyczny projekt wypali.

  1. Cento, cento… jednak Twoja kariera nabrała tempa gdy przesiadłeś się na fotel pilota. Ktoś Cię namówił na zmianę, czy to Twoja indywidualna decyzja?

To prawda. Absolutnie nigdy nie miałem zamiaru wsiadać na prawy fotel, a nawet nigdy jakoś specjalnie nie wnikałem w robotę moich pilotów. Miałem to szczęście, ze większość przygody za kierownicą pilotował mnie rzeszowski pilot – Łukasz Gwiazda. Już od samego początku jego robota i podejście do sprawy było bardzo profesjonalne. Ja mu chyba nawet czasem w tym wszystkim przeszkadzałem, rozpraszając się na zapoznaniach z trasą bądź siedząc na „plotkach” do późnej nocy z mechanikami. On miał wszystko w ryzach na rajdzie. Podziwiałem w nim takie podejście i „głowę na karku”. Byłem jednak typowym „driverem”, u którego nie wchodziło w grę wsiadanie do kogokolwiek na prawy fotel. Życie to zweryfikowało jak się okazało.

Pamiętam jak Szymon Żarłok długi czas namawiał mnie bym wsiadł do niego na prawy i pomógł mu w pierwszych jego startach w Mistrzostwach Śląska, z racji rajdowego doświadczenia. Oczywiście kategorycznie odmawiałem do czasu gdy padła propozycja z jego strony, że w zamian za starty w sezonie 2015, pojadę jego Hondą Civic VTI w Mistrzostwach Polski – Rajdzie Wisły.

No i tu Szymon wygrał dałem się namówić, pojechaliśmy jeden, drugi, trzeci rajd….Było chyba nie najgorzej. Szymon to utalentowany, poukładany zawodnik. Prawy fotel nagle zaczął mi się podobać, odpowiedzialność, papiery, logistyka, planowanie i realny wpływ na tempo, przyśpieszanie i hamowanie samochodu dostarczało niemal tyle samo adrenaliny i zawodniczego spełnienia co starty za kierownicą. W następnym sezonie, już z Jurkiem Tomaszczykiem, zdobyliśmy Vice Mistrzostwo Czech w Pucharze Opla Adama. To był przeskok i początek prawdziwej nauki. Zaraz po tym miałem już kilka propozycji. Pojawił się samochód R2, RSMP i Mistrzostwa Czech. Także widzisz, nie była to chyba do końca decyzja z przekonania, a raczej wynikająca ze splotu różnych okoliczności.

  1. Każdy z kierowców, z którym startowałeś jako pilot zafundował Ci inna rajdową przygodę. Masz jakieś najlepsze wspomnienie które Ci się przytrafiło?

Dobre pytanie i tak samo trudno mi jednoznacznie na nie odpowiedzieć. Póki co, wszystko jeszcze jest w progresie, rozwoju. Każdy sezon wnosił masę przeżyć, każdy następny inny poziom i inne przygody. Kiedyś wielu zawodników z zachwytem oglądałem w telewizji. Dziś to moi koledzy, z którymi razem pracuję. Były chwile trudne, jednak większość była tych, w których wiesz, że żyjesz właśnie pełnią życia Takie niewątpliwie przeżyłem z każdym z kierowców, z którymi jechałem, a też trzeba powiedzieć, że od 2015 nie było ich wielu. Nigdy nie chciałem być pilotem z ogłoszenia czy takim na jeden start. Wolałbym zostać w domu. Miałem za to to szczęście i możliwość rozsądnego wyboru długoterminowego, który moim zdaniem jest jedyną drogą do zgrania się załogi i myślenia o wspólnych sukcesach. Uważam, że właśnie to podejście umożliwiło mi osiągnięcie kilku osobistych sukcesów.

Nie będzie tu chyba zaskoczeniem jeśli powiem, ze to właśnie Darek Poloński otworzył mi szeroko okno na rajdową przygodę w Mistrzostwach Europy. Pamiętam doskonale jego telefon w roku 2017 i propozycję startu w kultowym Rallye du Var na lazurowym wybrzeżu. Pamiętam też jego słowa: „Sito jak poradzisz sobie na tym rajdzie, to na nim wyjdzie wszystko. Jak będzie okey to pojedziemy razem w 2018.”

Stres był spory, zakręt w zakręt, wszystko po francusku, nieco inne procedury rajdowe no i sama postać Darka jako bardzo szybkiego i doświadczonego zawodnika nie zwalniała rytmu serca

Na du Var nieocenioną pomocą i wsparciem mentalnym był Xsavier Panseri, który był z naszym zespołem i pełnił rolę doradcy oraz nierzadko tłumacza. Profesjonalizm i poczucie bezpieczeństwa, które funduje zawodnikowi zespół Rallytechnology, pozwalał komfortowo zająć się swoją robotą, a przyjazna atmosfera rozładowywała napięcie. To ma ogromne znaczenie dla psychiki zawodnika.

Łatwo nie było, ale finalnie razem z Darkiem znaleźliśmy się początkiem roku 2018 w samochodzie R5 w RSMP. Sezon w Fieście R5, pomimo nie zawsze ukończonych rajdów wspominam z motylkami w brzuchu Nasza wspólna przygoda trwa po dziś dzień. Czekamy aż skończy się padnemia i ruszymy w Europę naszym Abarthem 124

  1. Pobierałeś lekcje od któregoś z bardziej doświadczonych pilotów? Czy jesteś samoukiem?

Jeśli chodzi o szkołę pilotów, lekcje pobierane u kogoś to nie, nie miałem takiej okazji. Wszystko działo się dynamicznie i musiałem sam szybko wyciągać wnioski. Miałem pewnego rodzaju małą przewagę bo sam startowałem jako kierowca, sam tworzyłem opis, który trzeba było pojechać, zawsze sam robiłem zgłoszenia do rajdów, wiedziałem czego i kiedy może potrzebować kierowca. To się często sprawdzało. Na pewno pewne predyspozycje trzeba mieć, ja chyba w sobie je odkryłem. Przez lata startów jeszcze jako kierowca znałem wielu pilotów, każdy z kolegów, gdy o coś zapytałem, służył pomocą. Pod wspólnym namiotem Rallytechnology wiele podpatrywałem i wiele powiedzieli mi Artur Natkaniec i Daniel Dymurski. To świetni piloci i również świetni koledzy. Prawdziwa szkoła rozpoczęła się od wspólnych startów z Darkiem Polońskim. W naszym zespole jest Robert Gryczyński, Tadeusz Burkacki i czasem Waldek Doskocz. Oni uzmysłowili mi jak bardzo, bardzo mi się tylko wydawało, że umiem coś popilotować Włożyli masę wysiłku by pewne przyzwyczajenia mi z głowy wybić i wprowadzić tam nieco inne spojrzenie, dykcję etc. Uczę się cały czas, starając się poprawiać ciągle samego siebie, oglądam tylko zagraniczne onboardy jak mi radzono. Pokornie słucham bardziej doświadczonych.

  1. Gdzie według Ciebie panuje najlepsza atmosfera pomiędzy zawodnikami? Najniżej w Rajdach Okręgowych czy jednak na szczycie w ERC jest więcej przyjaźni?

To wszystko zależy od ludzi z jakimi akurat przyjdzie Ci się spotkać. I w RO i ERC są ludzie, gdzie chemia zagra od razu i jesteś kumplem, a czasem nie będziesz się produkował gdy ktoś bardzo nie chce W jednym i drugim cyklu rajdowym spotkałem się z życzliwością, koleżeństwem, masą uśmiechu na twarzy. Wszyscy jak równy z równym, gotowi Ci wszędzie pomóc. Jeśli ktoś taki nie był to jako nauczony ciągłej pracy z ludźmi, pomijam w głowie i już nie pamiętam takiego przypadku

  1. W naszym regionie jest wielu świetnych zawodników w tym trzykrotny Mistrz ERC Kajetan Kajetanowicz, jednak by zorganizować rajd wiele trzeba się nabiegać i wysilić w urzędach aby się udało coś zrobić. Czy nasz piękny sport może być kiedyś doceniony i nieco delikatniej traktowany przez lokalne władze i społeczeństwo?

Myślę, że to się dzieje. Czołowi zawodnicy angażują się w wiele wspaniałych inicjatyw organizowanych przez samorządy. Powoduje to skracanie dystansu, pokazuje zawodników rajdowych jako sportowców, których można naśladować. To świetnie robi Kajetan Kajetanowicz. Zaraża wszystkich swoja energią i profesjonalizmem. W naszym regionie rajdy są od zawsze bardzo popularne. Tu nie ma takiego problemu, że mamy mocno pod górę przy organizacji rajdów. Mamy jedynie moim zdaniem klęskę urodzaju. Nasze okolice są często wykorzystywane rajdowo – Wisła, Barbórka Cieszyńska, zawody amatorskie, testy rajdowe. To u niektórych powoduje pewien przesyt. Kultowe odcinki zasiewają się nowymi domami jednorodzinnymi. Ludziom dziś wszystko przeszkadza. Znam włodarzy gmin i miast naszego powiatu, radnych. Zdecydowana większość nie ma nic przeciwko rajdom, nawet im się podobają. Jednak jako samorządowcy muszą liczyć się z opinią mieszkańców. To dla nich pracują. Jeśli mieszkańcy protestują, urząd musi być po ich stronie. Wiele wciąż zależy od nas, od zawodników. Jeśli będziemy rozmawiać z ludźmi, swoja postawą i pasją dawać dobry przykład to po drugiej stronie też jest człowiek, na pewno wspólnie da się wypracować kompromis.

  1. Mocno angażujesz się w poprawę wizerunku rajdów widać to m.in. przez rozwijanie imprezy znanej jako „AutoWir” która awansowała do miana „Rajdowego Ustronia”. Czy są jakiekolwiek plany aby powstał „Rajd Ustroński” na poziomie np.Rajdów Okręgowych?

Staram się moją pasję rajdową przekuwać na grunt mojej pracy – samorządu ustrońskiego. Póki mogę i mam wpływ na pewne rzeczy będę starał się rozwijać „Rajdowy Ustroń”. Moim marzeniem jest wypracować imprezę na skalę i prestiż Memoriału w Wieliczce. Chcę by Ustroń też kojarzył się fanom motorsportu jednoznacznie rajdowo. Dlatego robimy w tym roku (i wiesz to jako jeden z pierwszych) dwudniowy Rajdowy Ustroń z prologiem zaproszonych gości już po zmroku Poprzednie lata pokazują, że impreza przyjmuje się w świadomości kibiców i zawodników i ma szanse powstać z tego coś dużego może RO Mam dobrą współpracę z moim AK Cieszyńskim. Dlatego jak zauważyłeś pewnie Park Zamknięty i Serwis Cieszynki jest w Ustroniu. Kajto jest ambasadorem Miasta Ustroń. To dodaje nam prestiżu i pomaga na wielu płaszczyznach. Tak, Ustroń chce iść krok dalej Czekamy i monitorujemy temat ograniczeń przy obecnej sytuacji z koronawirusem. Mamy nadzieję, że plany tegoroczne będziemy mogli zrealizować i zaprosimy Was wszystkich do naszego uzdrowiska na rajdowe emocje

  1. Którego z kierowców chciałbyś w przyszłości pilotować?

Patrzę na młodszych kolegów, znam jednego obiecującego chłopaka, w nich jest przyszłość sportu, chęć sukcesu i chłonność na wiedzę.

Jeśli Darek Poloński nie osiądzie na sportowych laurach i nie zwolni tempa oraz rajdowego pazura to nadal jego

  1. Czy zobaczymy Cię jeszcze kiedyś w roli kierowcy?

Czasem miewam jakieś przebłyski i można mnie zobaczyć na eventach typu Rajdowy Ustroń czy Barbórka Cieszyńska. Czasem miewałem możliwość pojeździć wyścigowymi samochodami, supercarami na torach wyścigowych jako instruktor sportowej jazdy. Moja druga praca, czyli pilotaż Darka w ERC, zabiera mi naprawdę sporo czasu i przygotowań. Nie do końca mam czas by znaleźć rozsądny budżet na start. Samofinansowanie startów już nie wchodzi w grę. Nie kończy się to dobrze Oczywiście wciąż małymi kroczkami, jak pozwala czas, planuję to w głowie i działam. Na pewno siądę jeszcze na lewy choćby na pojedynczy start w rajdzie dla samej frajdy.

  1. Oprócz bardzo przyjacielskiego podejścia do wszystkich osób w rajdowym światku. Jaki jest Łukasz Sitek? 🙂

Jak widzisz gaduła 😉 jak to pilot miało być 5 min z….a wyszło chyba trochę więcej. Może nikt przy tym nie zaśnie . Jaki jest Sito? hmmm…..uwielbiam znajomych, lubię się śmiać….Czasem nawet gdy nie wolno XD XD

Dzięki serdeczne

O Autorze: